Now I am free.

Mija drugi tydzień odkąd obcięłam włosy.
Opinie są skrajne.
Usłyszałam że jestem idiotką, i że "ja bym w życiu takich długich włosów nie obcięła"

Usłyszałam też że wyglądam ślicznie, że mi pasują i w ogóle jest och i ach.
Więc wybieram opcję ach i och.
Zdecydowanie.

Zaliczam w tej fryzurze powrót do pięcioletniej Loli, kiedy to moim największym marzeniem wówczas był domek dla lalek.
Domek dla lalek dostałam.
Marzył mi się mega różowy, wielkości jak dla Barbie.
Pod choinką znalazłam mniej różowy, bardziej w szwedzkim stylu domek dla lalek.
Dla lalek jak z kinder niespodzianki.
Och nie załamałam się.
Wraz z Aleksandrą wykombinowałyśmy milion zastosowań dla owego mini cudu architektonicznego.
Był czad.

A domek dla lalek budowałam sama. Z kartonów, skrzynek po owocach.
Ze starych ścinków materiałów, plakatówkami malowałam ściany, robiłam wzorki, wycinałam okna.
Przypinałam pinezkami zasłony i firanki.
Z klocków lego robiłam meble.

Teraz marzę o trochę większym domku, gdzieś na skraju lasu z zaparkowanym Jeepem na podjeździe.
Z jasnymi wnętrzami.
I żeby pachniało wanilią i drewnem.
I cynamonem.
Nie lubię Warszawy, Katowic, Wrocławia.
Nie lubię Krakowa.
Wszyscy pędzą.
No dobra, Kraków może być.

A ja chyba tak naprawdę lubię być gdzieś pomiędzy. Wszystko co ostateczne i oczywiste jest dziwne i przerażające. Magię znajduję się przecież w zapachach porannego spaceru. W nocnym czytaniu książek na balkonie, z kocem i termosem.
Kakao oczywiście.

Zaczęłam budować swoją arkę ratunkową na kryzysowe czasy, bo być nie może już tak, że smutek paraliżuję mnie przed życiem.

W arce znalazł się las, znalazły się skały. Znalazły się góry.
Znalazło się rysowanie i pisanie. Znalazły się spacerowe maratony i sprzątanie szafy.
Znalazła się też muzyka.



Przestałam się opierać mojej mentalności sześciolatki.
I jest ok.

L.

Post był o tym jak zmiana fryzury wpływa na Twój światopogląd. Kobieto.
Mężczyzno.
Kimkolwiek jesteś.


Share this:

CONVERSATION

0 komentarze:

Publikowanie komentarza