Festiwal Czekolady i Słodyczy.

Czekolada to jedna z tych magicznych rzeczy, która budzi najwięcej emocji. Do dziś pamiętam moje pierwsze uczucie towarzyszące otwieraniu fioletowego papierka i zapach, który buchnął w twarz. Miałam kilka lat i zdarzało mi się trzymać wyprostowane przez dłoń sreberka, w które tabliczki były owijane. Uwielbiałam mleczną za jej zapach i za to, że tak bardzo długo czułam jej smak - tzw. film w ustach. Właśnie na tym polega jakość czekolady - poznasz ją po filmie.
Odkąd mieszkam w Warszawie tylko raz byłam w Pijalni Czekolady, dosyć popularnej i znanej marki gdzie niestety nie dane mi było zagłębić się w jej smak. Nie mogłam zapaść się w miękki fotel, zamknąć oczu i znaleźć się chociaż na chwilę w raju. Nie bez powodu czekolada uważana była za coś grzesznego i kuszącego. Do tej pory zdarza mi się nie raz czekoladowy odlot. Ale mówię tutaj o prawdziwej czekoladzie z prawdziwej czekoladziarni. Takie miejsce poznasz po nienachalnej obsłudze, która dyskretnie doradzi coś w sam raz dla Ciebie. Moją faworytką jest czekolada pitna, z włoskiej manufaktury, która teoretycznie gorzka staje się w naszych ustach lekko słodka. Miksuję ją z różaną konfiturą i jedną małą praliną z pomarańczowym nadzieniem położoną na spodeczku tuż obok.
Wtedy mogę odlecieć.

Festiwal czekolady i słodyczy idealnie wpasował się w listopadową szarugę. Czekoladowe endorfiny fruwały w powietrzu za sprawą zapachu i małych manufaktur do tej pory nie znanych, a do których to kolejki ustawiały się blokując ruch. Miło było patrzeć na pewnego Pana który z pewnym zawstydzeniem - wynikającym ze szczerej skromności -  odpowiadał grupce małych dzieci na wszelkie pytania, dotyczące sprawy iście wielkiej czekoladowej wagi. Widać było na kilometr, że ów Pan jest prawdziwym czekoladowym rzemieślnikiem. Przechadzałam się pomiędzy stoiskami, chłonęłam atmosferę i zastanawiałam się jak to jest, że ta jedna roślina - kakaowiec- zrobiła tyle zamieszania, że nagle zamieniła się w Lorda Vadera




albo kolejkę



Jak nazwać to szaleństwo? 
Stałam przy jednym ze stoisk a tam kolejna historia - ' bo ja chodziłem do przedszkola obok fabryki Wedla, to się tej czekolady nawąchałem.....'

I tak się rodzą cuda. Tak się rodzi pasja. 
Każdy z nas na co dzień pragnie czegoś wyjątkowego. Czekolada jest zawsze na wyciągnięcie ręki. Czekolada stała się sztuką, elementem kulturowym i bryluję nie tylko w naszych filiżankach ale też na pokazach mody. Mistrzowie czekolady potrafią dokonać cudów w swych pracowniach. Przecież nie bez przyczyny modne jest powiedzenie, że 'jemy oczami'. Czekolada i jej wartości wzbogacające nasz organizm o szczęście idealnie wkroczyły w sztukę. Wiadomo, że skoro 'jemy oczami' to kierujemy się tym również przy doborze artykułów w sklepie. I w przypadku czekolady nie ma nic lepszego od jej smaku, ale jej smak często jest wzbogacany o coś jeszcze - o opakowanie. 

Śmiało można powiedzieć, że akurat w przypadku czekolady tradycja i dobry smak dotyczą również jej opakowań. 

W tym celu wykorzystywane są najczęściej dzieła Mistrzów z okresu jednego z najpiękniejszych w sztuce -  Secesji - Alfonsa Muche czy też Gustava Klimta. Prace każdego z nich są wykorzystywane do dziś w przemyśle. Co potwierdza tylko teorię, że sztuka jest ponadczasowa.

Czy można uzależnić się od czekolady? 
To trochę przykre, że dobra czekolada wypierana jest przez wielkie koncerny, które 'wyskakują nam z lodówek' na każdym kroku. Myślę, że tak, że możemy się uzależnić od czekolady. Ale dotyczy to przede wszystkim marek ogólnie dostępnych. 

Dla mnie kupienie sobie dobrej jakościowo czekolady to swego rodzaju celebracja. Wbrew pozorom nie da się jej pochłonąć jak ' bułki z pasztetem'. 

Kiedy odłamiemy jeden kawałek i usłyszymy ten magiczny trzask.
Kiedy zamkniemy oczy. 
Uśmiechniemy się do siebie.

Kiedy poczujemy się nieco bezwstydnie i przyjemnie. To to jest Proszę Państwa czekolada idealna.

Festiwal Czekolady i Słodyczy przyciągnął tłumy. Przemarznięci i przemoknięci ludzie chociaż na chwilę nie myśleli o smutnej i deszczowej listopadowej niedzieli. 

Sama z Festiwalu wyszłam z wielkim uśmiechem i...

ochotą na coś słonego.

Lola






Share this:

CONVERSATION

0 komentarze:

Prześlij komentarz