Wrócę w czerni.

A więc to już.
Mamy październik i cały świat dookoła zamienił się w słoneczną, złotą krainę jesieni. Może brzmi to nieco zbyt ckliwie, ale takie są fakty.

Pachnie jabłkami i cynamonem. Stosem świeżego prania, gotującą się zupą i świeczkami.
Lubię zapach zapałek.


Życie tutaj toczy się tak szybko ale znalazł się pomimo to czas na nostalgię. Bo ja tutaj tęsknię cholernie bardzo za jesienią w Pyskowicach.
Brakuje mi tego małego miasta, pełnego kocich łbów i tajemnic. Pełnego zapachu liści, świeczek i palonego wosku.
Brakuje mi mszy w Kościele Mikołaja i chciałabym w końcu usiąść na dachu jednej z kamienic na rynku i oglądać gwiazdy. Pić wino w jesienną noc w ogromnym pustym mieszkaniu, które mam nadzieję kiedyś kupić. Nie boję się tego miasta. Już nie budzi we mnie tylko złych wspomnień.
To co było już minęło.
Zbudowało mnie, pokazało mi moje emocje i nauczyło wszystkiego od nowa. Tylko codziennie muszę pisać kartkówkę z wybaczania co jest już nieco nudne, ale jak widać - potrzebne.


Mam ochotę nosić czarne koronki, jeść gorzką czekoladę z wiśniami i zapijać się litrami herbaty. Czytać smacznie nieprzyzwoite książki i słuchać Jazzu, tańcząc na pustych ulicach. Nosić powabne szale i kapelusze. Oglądać nocami musicale z femme fatale w rolach głównych i rysować, rysować rysować.

Walt Disney powiedział:
' Jeśli potrafisz o czymś marzyć to potrafisz też tego dokonać'

To ja się pytam gdzie jest moje wymarzone minus dwadzieścia kilo?

Tymczasem uciekam w ramiona ciepłej kołdry i herbaty. Na nocną randkę z książką.
Od czegoś trzeba w końcu zacząć.
Czyż nie ?

PS. nie bój się.

Lola



Share this:

CONVERSATION

0 komentarze:

Publikowanie komentarza