Lemon Love.

Ach! Więc mamy lato!
Sukienki poszły w ruch, nogi biją bielą - ale to tylko do czasu.
Trochę chłodu w pokoju.
I spokoju.
I harmonii.
I zaczęła się bitwa którą wygram.
Litry wody.
Wyciśnięta cytryna.
Lodowate prysznice po dwa razy dziennie.
Miłe mrowienie - tu i tam.
Nogi wyżej i wyżej - bo bolą.
Poszłam dzisiaj na Plac Krakowski.
Bo Brodka.
Bo Beata.
Bo Bajm.
Zamiast Bajmu wybrałam nową piżamę w kropki i lodowaty prysznic.
Kilka ciekawych artykułów, a zaraz idę prosto w objęcia Morfeusza.
Bo J już śpi.
Już nie ma bałaganu. Wybrałam idealne szuflady do wnętrza i teraz wszystko odkładam na miejsce.
Przeczytałam że śmianie się to masaż dla organów wewnętrznych.
Ładne to.
Mija tydzień bez mięsa , a ja tak w ogóle dalej myślę że jestem nieśmiertelna.
To trochę jak w bańce mydlanej którą za moment jakiś lekarz może zniszczyć.
Więc nie jem a raczej nie jemy już tydzień mięsa.
Nie boli mnie brzuch.
Nie trzęsę się z bólu o pierwszej w nocy.
Nie parzę zapobiegawczych ziół na dobranoc.
Słucham Franka Sinatry i wdycham nocne już powietrze.
Mam osiemnaście stron nowego życia, z którego jestem dumna.
Mam ładne piegi na nosie.
I usta od nowego masła - oczywiście w iście truskawkowym kolorze.
Mam w sobie teraz, w tym momencie taką ogromną harmonię, że choćby nie wiem co.
Choćby nie wiem co, to nie zachwieję jej już mój wewnętrzny niepokój.
Nie musiałam bukować biletu do Indii.
Odnalazłam je na fotelu, przy oknie z zimną lemoniadą w dłoni.












Noc jest piękna.

L.

Share this:

CONVERSATION

0 komentarze:

Publikowanie komentarza