simple is beauty.

Babcia Jadzia nauczyła mnie jeść szpinak.
Babci Jadzi już nie ma.

Naleśniki ze szpinakiem.
Makaron ze szpinakiem.
Zupa ze szpinakiem.
Szpinak solo.
Z czosnkiem.
Z serem pleśniowym.
Z solą.
Z pieprzem.

Tu był makaron i szpinak.
Znalazłam sposób na smutki mojego brzucha, smutki bolesne i nie dające spać.
Jedzenie.
Może i Ameryki nie odkryłam, ale lekarstwo na nocne lęki owszem.
Największą frajdę na świecie sprawia mi grzebanie wśród warzyw, zapach gotowanego pora i marchewki.
Szorowanie młodych ziemniaków.
Obracanie naleśników.
Nos z mąki.
Dotyk zimnej porcelany.
Powoli i zdrowo oczyściło się moje ciało.
I głowa.
Teraz marzy mi się Prowansja, kurczak w cytrynowej marynacie i tiramisu.
Ciepło w brzuchu, mieszkanie pachnące czystością i świeżym praniem.
A za chwilę w garnku mój debiut - botwinka.

To ja idę sobie posprzątać.
I ćwiczyć mowę godną Oscara.
Bo marzenia trzeba doganiać małym maratonem.
Wrócę jak sobie poukładam w głowie, czy chcę plątać macki rosyjskiej mafii pogrzebowej.
Oczywiście tylko fikcyjnie.
Rosyjska ruletka nie jest dla mnie.


L.

Share this:

CONVERSATION

0 komentarze:

Publikowanie komentarza